09.01.2012

09.01.2021

Cześć Kochana!

I choć wiem, że to tylko na chwilę… I choć wiem, że to zaraz przeminie… I wiadomo – nie ma co się zatracać w emocjach… Tyle już wiem… Z drugiej jednak strony, ignorowane, odpychane nie dają za wygraną. Są jak dzieci, które zrobią w s z y s t k o, żeby zwrócić na siebie uwagę i dostać zapewnienie, że są kochane… A zatem gwoli miłości…, gwoli okazania miłości…

Wczoraj popołudniu sąsiadka zapytała, czy u nas w dobrze. Dotknęło to mojego serca, ale odpowiedź przyszła następnego dnia przy kawie w ciemności, to jest na podwórku, około szóstej rano. Napisałam parę zdań po angielsku i wrzuciłam je do skrzynki sąsiadów. Po angielsku, bo nie chciało mi się gimnastykować z moim około trzyletnim niemieckim.

My heart is breaking.

May it break open.

I feel like I’m ready to dye for love.

I don’t know if I’m ready for love, I still don’t quite believe…, don’t quite trust…

Do I know how it feels…?

Though, give in to fear und merely struggle to survive – no longer.

The scared part of me is not scared enough any more to give up love.

So easily…, as before…

Things are being taken away from me…

I’m hoping…, maybe it’s to see that left with nothing I’m still worthy of being loved.

Od nikogo nie usłyszę, że jestem wartościowa.

Od nikogo nie usłyszę, że to co robię jest wartościowe, że wnosi dobro.

Choćby mi to mówiono.

Bo to musiałoby najpierw szemrać we mnie.

Dlaczego w ogóle tak tęsknie za poczuciem, że jestem coś warta…?

To męczące codziennie w napięciu wyczekiwać, czy wstanie słońce.

Próbowałam rano na sennym ciemnym podwórku utulić siebie w ramionach, przygarnęłam swoją głowę do swoich piersi, do swojego serca. Trzymając ją uważnie, a zatem delikatnie, brałam na dłonie bolesne myśli i pozwalałam im odfrunąć. Zobaczyłam białe łabędzie pióra kołyszące się na lamówce jeziora.

Płakałam głośno, czułam na policzkach i brodzie ciepłe słone potoczki.

Zobaczyłam znów Małą Dziewczynkę. Powiedziałam jej bez słów miękkim spojrzeniem, że to ponad dziecięce i czyjekolwiek siły kontrolować tatę alkoholika i mamę pogrążoną w depresji.  Nie będę jednak tej Małej przy sobie – a więc siebie przy niej – przytrzymywać. Smutkiem. Pokazuje się, przychodzi do mnie, to daję jej co tam mam w zanadrzu, żeby się wzmocniła i puszczam ją w świat… Oddaję ją życiu… Nie chwytam kurczowo jej rączki.

Czekam tu na Ciebie.

Gdy wyjdziesz, pójdziemy na kwietną rozkołysaną łąkę… Będziemy po niej chodzić boso… Zachodzące słońce ozłoci nam powieki… 

Słowa zamilkną w zwyczajnym zachwycie. 

małgo rosa

Ilustracja: Katsushika Hokusai, „Sarumaru Dayu” from the series „100 Poems by 100 Poets”

https://zrzutka.pl/skg34e

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *