06.01.2021

Listy do więzienia

06.01.2021

Cześć Kochana!

Miałam napisać o dwóch „ładnych” rzeczach, a trza napisać o czymś obciachowym.

Położyłam się na chwilę na łóżko i odleciałam nie wiem kiedy… Przyśniło mi się, że wychodzę z pokoju do przedpokoju w koszuli nocnej i szlafroku i nie wiedzieć skąd czuję, że…, jak to powiedzieć…, że mi puściły zwieracze… Patrzę na podłogę w przedpokoju i widzę parę małych zielonkawych kupek… Wiesz, że kupy są dla mnie nie do przejścia (a może ten sen świadczy o tym, że były do tej pory…), niczego chyba nie brzydzę się bardziej niż ekskrementów… A w tym śnie spojrzałam na zielonkawe kopczyki z zaciekawieniem wolnym od jakiegokolwiek emocjonowania się i od razu zaczęłam się po prostu zastanawiać się jak uprzątnąć toto… Mało tego, z pokoju Małej dobiegło jakieś pytanie od M. lub od Małej, a ja odpowiedziałam, że za chwilkę, że najpierw muszę posprzątać to a to. Jak gdyby nigdy nic. Jakbym mówiła: „Momencik, tylko zaleję sobie herbatę…!” Żadnego wstrętu, napięcia, irytacji…

Czuję, że ten sen to jakaś informacja dla mnie…, że coś zwiastuje… Ucieszyłam się na niego… Ale jakoś tak spokojnie… Tym lepiej… Może coś tam się w mojej podświadomości przetasowuje…, może jakieś trybiki zgrzytnęły, stanęły i być może zaczną się teraz kręcić w odwrotnym kierunku…

Chciałam tego nie interpretować…, ale niech tam… Wiesz, że ja nigdy nie zgrywałam mądrzejszej, ładniejszej, lepszej niż jestem… Być może niekiedy nawet z niejakim okrucieństwem wobec samej siebie wystawiałam na widok publiczny moje nie-wyrobienie na zakręcie… Ale to nie znaczy, że wypływało to z pełnego przyjęcia siebie… Wręcz przeciwnie, już w dzieciństwie starałam się „przekraczać siebie”, powodowana nieuświadomionym poczuciem własnej niewystarczalności. Może ten sen świadczy o tym, że już trochę bardziej przyjmuję siebie ot taką… O t, t a k ą… Może coraz bardziej dojrzewam do tego, żeby patrzeć na to co jest…

Dostałam dziś okres, więc wiadomo – podcinka. Gdy już uda mi się odpuścić sobie rolę poganiaczki niewolnicy i niewolnicy w jednym, to jest, gdy opadnę w te swoje ciężkie ciało i pozwolę sobie robić wolniej, mniej, rozrzedzić dzień…, to znajduję przyjemność w tej swojej ociężałości i zdystansowaniu do tego całego karmu spod szyldu: work to do, muss sein, must have… Lubię być takim workiem kartofli. Zagnieżdżona w ciele a odleciana w migoczącą ciemność. Lubię leżeć pod kocem słaba, w pewien dobry sposób bezwolna i patrzeć miłośnie w swój rozogniony brzuch, gdzie Kamaji – czyli Dziadek Piec* – uwija się jak w ukropie, żeby podtrzymać mnie przy życiu.

Czekam tu na Ciebie.

Gdy wyjdziesz, pójdziemy na kwietną rozkołysaną łąkę… Będziemy po niej chodzić boso… Zachodzące słońce ozłoci nam powieki… 

Słowa zamilkną w zwyczajnym zachwycie. 

małgo rosa

  • Postać ze „Spirited Away”, studio Gibli

Ilustracja: Katsushika Hokusai, „Sarumaru Dayu” from the series „100 Poems by 100 Poets”

https://zrzutka.pl/skg34e

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *