Dalej ku miłości
02.02.2022
Patrz-work o już czas
Śniło jej się, że Arleta robi przytyk pod adresem ich wspólnej koleżanki w pracy. Że niby leniwa…
Gdy już z grubsza opadła z niej senność, zadała sobie pytanie czy projektuje na Arletę rolę rodzica… Rodzica, któremu, chce się przypodobać…
Kochanie, już czas…!, już czas samej sobie być rodzicem…
Jeśli się tego nie podejmiesz, będziesz na łasce i niełasce humorów i nastrojów tych, na których projektujesz rolę rodzica…
Oczekując, że ów rodzic lub też owa rodzicielka cię
ukocha…,
przyjmie…,
doceni…
Nie ma na zewnątrz żadnych rodziców…
Jesteś dorosła i masz p e ł n e i w y ł ą c z n e prawo samostanowienia…
Rozsmakuj się w tym…
Kosztuj autonomii…
Przez gorycz i kwaśny smak niektórych samodzielnych wyborów zawsze zwęszysz powiew wolności…
Natomiast żebranie o akceptację, jakim jest poddanie swojej autonomii to prosta droga do rozpaczy.
Złóż już dziewczynkę z zapałkami do grobu…
Rehabilituj swojego wewnętrznego rodzica każdego dnia…
Dostaje* ci wytrwałości…
Już czas…
[do J.]
A poza tym, nadal uczę się być rodzicem dla swojego lęku…
To jest jak ustawiczna rehabilitacja…
…niepełnosprawności…
Ustawiczne obejmowanie zapadania się serca i ciężaru kamienia do kiszenia ogórków w brzuchu – bo nie ma spektakularnych efektów w tej rehabilitacji…
Bo znowu…
Bo znowu to samo…
A jednak nie do końca to samo…
Do serca idzie się po spiralnych schodach…
Samotność i lęk w tym Berlinie…
Ale ja go tu nie zastałam, tylko go tu przywiozłam…
Tyle, że w Polsce nie pokazał mi chyba swoich prawdziwych rozmiarów…
O czym szepce Twoje serce…?
Jak Twoja macica…?
Nie ma zmiłuj się… – tylko ja mogę sama sobie być rodzicielką…
Świadomość tego niekiedy przytłacza…
Ale jest wyzwalająca…, dobroczynna…
Jest jak świt… – chłodny a różany…, tchnący nadzieją…
Wskazuje kierunek – a to już wiele…
małgo rosa
*…Starczy ci wytrwałości…